Jak się ma wątroba do filmu?

– Otóż wystarczą: dobry kawałek materiału, dwójka profesjonalnych prowadzących, w tej samej liczbie kontrolujących ekspertów, nieco świeżości oraz – skromnie rzecz ujmując – przebłysk geniuszu.

Szanowni Państwo, witamy w Beyond Borders Festival!

Idea projekcji filmowych jest prosta – mają być inspiracją do dalszego tworzenia. To wybrany film, jego fragment czy poruszony wątek będą podstawą organizowanych w „Przestrzeni Kreacji” warsztatów artystycznych.

Filmów irańskich było pięć. Zostały one wybrane przez młody Teheran; poprzedzone u nas krótkim wprowadzeniem w tematykę czy kontekst kulturowy. Każdego dnia poznawaliśmy też jednego z prowadzących warsztaty Przestrzeni Kreacji. Po samych filmach z kolei prowadziliśmy dyskusje, pełne emocji i odmiennych zdań. Ta właśnie różnorodność poglądów, moim zdaniem, zaważy o powodzeniu kolejnej fazy projektu.

Cykl rozpoczęliśmy od zewu natury wybrzmiewającym w „Bashu mały obcy” (1989) w reżyserii Bahrama Beizai’a.


Od samego początku porwała mnie fabuła. Historia małego chłopca uciekającego przed wojną. Historia opowiadająca o przekraczaniu barier (językowych, kulturowych), o człowieczeństwie i matczynej miłości. W głowie utknął mi jeden obraz, a mianowicie szybujący ptak. Potraktowałam go jako symbol śmierci, bo na samym początku filmu słyszymy słowa „To jest prawdziwa śmierć. Ma skrzydła.” . Bashu na początku boi się ptaka, przypomina mu bombowce, utratę rodziny, wojnę. Z biegiem czasu się z nim oswaja, godzi się ze śmiercią, ze stratą bliskich.
Zuzanna
Pierwszą rzeczą, za którą pragnę docenić ten film są piękne zdjęcia. Sprawły one, że wyobraziłam sobie wreszcie pełny obraz Iranu i mogłam lepiej utożsamić się z kulturą tego miejsca.
Mimo wszystko, nie trafiają do mnie filmy zbyt bezpośrednie i jednocześnie przerysowane. Moim zdaniem obraz wojny przedstawiony w filmie był spłycony do postaci wybuchów i uciekających ludzi. Poza tym, całość reperkusji wojenny wydawała się być skupioną na postaci Bashu. Brak odzwierciedlenia uczuć strachu czy traumy w innych postaciach sprawil, że temat wojenny nie był wystarczająco uwydatniony w filmie.
Julia

We wtorek, ku mojemu zachwytowi, wyświetlony został film, którego fabuła w całości opierała się na parze sandałków – choć trafniejszym byłoby powiedzenie: na ich braku – bo zostały zgubione. Nieprawdopodobnym jest ile warstw zdołano pomieścić w jednej parze dziewczęcych, różowych bucików. Jak szerokie, głębokie i długie musiały być, aby zawrzeć w sobie wszystkie wątki kulturowe i społeczne poruszone w „Dzieciach niebios” (1997).


Film oglądałam po raz drugi i nadal jestem pod wrażeniem, tego jak poradziły sobie dzieci, których gra aktorska była bardzo dobra, świeża i dziecięco naiwna (tak pozytywnie). Tego jak dużo jest w nim symboliki, na której mogłam się bardziej skupić, ponieważ znałam fabułę. Film pięknie opisuje relacje między siostrą a bratem, ich wzajemną miłość, którą okazywali sobie bezinteresownie nawet w najmniejszych gestach. Trudne do opisania są relacje między rodzicami a dziećmi, a także między samymi rodzicami. Ojciec pomimo tego, że daje się ponieść emocjom jest opiekuńczy i martwi się o rodzinę, pragnie dla niej jak najlepiej. W filmie pokazana jest również panorama Teheranu, od najbiedniejszych dzielnic po te najbogatsze. Patrząc na to, wydaje się, że nie jest to to samo miasto. Ważny w filmie jest motyw biegania, nie tylko zawodów, w których wygrywa Ali, ale także scen kiedy jego siostra biega aby oddać mu buty, czy to jak Ali biega do szkoły. Bieganie odgrywa tu bardziej symboliczną rolę, dążenia do jakiegoś celu. Bardzo podobało mi się zakończenie, gdzie reżyser zrezygnował z pokazania sceny, w której ojciec daje swoim dzieciom buty, poprzestaje na symbolicznej scenie ukazania złotych rybek. „Dzieci niebios” to oczywiście główni bohaterowie filmu, miejsce w jakim żyją zdecydowanie nie można nazwać niebem, ale jednak są one „dziećmi niebios”. Moim zdaniem jest tak przez tę głęboka wieź, która doprowadza do tych heroicznych, jak na dzieci czynów. Dzięki miłości stają się „dziećmi niebios”
Karolina
Porównałabym ten film do polskich ,,Sztuczek”. Opisywał podobną historie i dzięki temu mogliśmy ujrzeć różnice (i podobieństwa) między naszymi kulturami. Odkryliśmy świat pełen biedy i bogactwa i szczęścia i smutku i spojrzeliśmy nań ufnymi i wolnymi od uprzedzeń oczami dziecka. Myślę że ten film najlepiej obrazuje to, że mimo różnych kultur mamy te same marzenia.
Ola

Poprzez zawiłość prawa muzułmańskiego w „Pięknym mieście” wybitnego irańskiego reżysera Asghara Farhadi’ego oraz groteskową komedię „Dayere Zangi” będącą klasykiem swojego rodzaju dotarliśmy do ostatniego filmu – najnowszego (bo z roku 2011) „Rozstanie”.


Całkowicie zgadzam się z stwierdzeniem, iż ten film był irańskim „Misiem”. Fabyła była bardzo skomplikowana i ze względu na mnogość postaci trudno mi było się w niej odnaleźć. Chwilami przejawiała się tam komedia, i choć ciężko reżyerowi odmówić widocznych zabiegów humorystycznych, to także raczej nie jest to film, na którym bym się ubawiła. Myślę jednak, że dobrze ukazuje on absurd, w tym wypadku dotyczący anten satelitarnych, panujący w Iranie. Zdecydowanie 4/5.
Maria
Teraz, po obejrzeniu wszystkich 5 filmów, mogę z całą pewnością powiedzieć, że ten podobał mi się najmniej. Był to film o tak wielu wątkach, że nie potrafiłam tego ogarnąć i podczas oglądania strasznie się męczyłam. Komedia? Prawdopodobnie tak, widziałam sceny, które miały mnie śmieszyć, ale niestety nie śmieszyły. Podczas dyskusji film został porównany do „Misia” i zgadzam się z tym, jednakowoż w fabule „Misia” się połapałam, a sceny humorystyczne rzeczywiście dla mnie takie były.. Możliwe, że po prostu wynika to z różnic kulturowych. Mamy inne poczucie humoru, inne absurdy rodzą się w naszym kraju.
Zuza
„Piękne miasto” to film grający na emocjach widzów. Nadal, kilka godzin po pokazie biję się z myślami. Najtrudniej jest mi oceniać ojca zamordowanej dziewczyny. Z jednej strony jest on ofiarą i zrozumiałe jest, że pragnie sprawiedliwości, zemsty na mordercy, lecz z drugiej strony dowiadujemy się dużo o tym, że chłopak poniósł już dotkliwą karę i jesteśmy za jego uniewinnieniem. Jednak według mnie walka o jego przyjaciela i siostry o umorzenie kary śmierci jest tylko pretekstem do opowiedzenia historii o trudnych wyborach. Po pierwsze wybór miał morderca, jeśli na prawdę by kochał zgodziłyby się na odejście dziewczyny. Wybór ma jej ojciec wybaczyć albo nie. Wybór ma przyjaciel, albo zgodzić się na ślub i zapomnieć o ukochanej ale jednocześnie pomóc Akbarowi, czy nie zgodzić się na to ale skazać go tym samym na śmierć. Sama siostra Akbara ma wybór. Wszyscy bohaterowie staja przed tym wyborem, przed trudnym wyborem. Oprócz tego znów mamy ukazanie miasta, tym razem tylko jego biednej dzielnicy z mieszańcami (siostra Akbara). Film był dla mnie bardziej „zachodni” niż dwa poprzednie, podobnie grał na emocjach co europejskie czy amerykańskie filmy. Historia była proso z Iranu, pokazywała historię i pogmatwany (jak dla mnie) system prawny, jednak nie miała czegoś takiego co dwa poprzednie filmy. Tej inności, wszystko było mi znane. Ogromnym plusem jednak jest, zakończenie które nic nie wyjaśnia, wręcz przeciwnie wszystko komplikuje, reżyser zmusza nas do głębszej refleksji po filmie i stworzenia własnego zakończenia na podstawie tego co nam dostarczył. My również tak jak bohaterzy, a może też i za nich mamy dokonać wyboru. Ciekawy zabieg, pozostawiający niedosyt ale jakże miły niedosyt.
Karolina
Zaskoczyła mnie informacja o tym jak „wyceniane” jest życie człowieka w Iranie. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, że życie kobiety jest tam warte połowę tego, co życie mężczyzny (już nie mówiąc o tym, że patrzymy na wartość życia człowieka przez pryzmat pieniędzy). Co do samego filmu – podobało mi się przedstawienie tego, ile człowiek jest w stanie zrobić dla osoby, na której mu zależy. Zakończenie pozostawia po sobie niedosyt; możemy się co najwyżej domyślać dalszego losu bohaterów postawionych przed tak trudnym wyborem. Przyjaciel Akbara musiał wybierać między swoją przyszłością, a czyimś życiem. Film porusza niesamowicie trudną tematykę skłaniając nas do refleksji nad swoimi wartościami.
Bartek
Jest to film, który wzbudza wiele emocji. Film po którym przynajmniej pięć minut musiałam siedzieć i zbierać myśli zanim cokolwiek mogłabym o nim powiedzieć. Film bardzo złą złożony ale zacznę od początku. Tytułowe rozstanie może odnosić się do rozwodu, który był jednym z wątków. Jednak może też oznaczać rozstanie o którym się nie dowiadujemy, albo córki z ojcem albo córki z matką. Mamy też rozstanie matki z dzieckiem, bardzo trudne i wydawało by się bolesne, jednak w filmie trochę pominięte, nie widzimy rozpaczy matki po stracie nie narodzonego dziecka. Rozstanie inicjuje również dalszy ciąg, jak ja to nazwałam „niefortunnych wypadków „. W filmie ukazane mamy trzy pokolenia i jak dla mnie najmądrzejsze okazuje się to najmłodsze, które reprezentuje córka. To ona w filmie staje przed najtrudniejszymi wyborami, to ona musi sobie radzić z bardzo trudną sytuacją- rozstaniem jej rodziców, oskarżeniem ojca o morderstwo. Film mówi także o sile kłamstwa. To jakie ogromne konsekwencje ma jedno kłamstwo i jak może ono pociągnąć kolejne, a także zarażać innych. Głównym z wątków były więzi rodzinne. W filmie ukazane były dwie rodziny z różnych klas społecznych ale znajdujących się w tak samo ekstremalnych i niecodziennych sytuacjach. Pokazane są kryzysy w małżeństwach i problemy z relacjami ogólnie. Trudno było się dogadać i pomiędzy rodzinami, a także wewnątrz rodzin. Ponownie w filmie tego reżysera występuje otwarte zakończenie. Przez to po filmie mamy pewien niedosyt ale też możemy się głębiej zastanowić.
Karolina
„To był z pewnością ciężki film. Kiedy się skończył nawet odetchnęłam z ulgą…ale to oczywiście nie oznacza,że mi się nie podobał- wręcz przeciwnie, jestem nim zachwycona. Jego „”ciężkość”” polegała na ilości emocji jakie były w nim pokazywane. Od początku do końca byłam wkręcona we wszystko co się działo na ekranie (a działo się naprawdę wiele) i trudno było mi na koniec zebrać myśli. Film poruszał wiele aktualnych problemów ludzi na całym świecie, był uniwersalny i dzięki temu było mi go trochę łatwiej zrozumieć niż poprzednie filmy.
Uważam, że był świetnie „”zbudowany””, bo choć na początku czułam tylko lekkie napięcie, pewne zgrzyty między bohaterami, to na końcu byłam tak przytłoczona wszystkim co się działo, że tylko czekałam na zakończenie, którego oczywiście się nie doczekałam bo film skończył się jednym wielkim niedomówieniem.”
Hanna

Zdaje się, że to problematyka „Rozstania” właśnie byłaby najbliższa naszym realiom; choć czy jeżeli włożymy w odbiór danego dzieła wystarczająco dużo wysiłku, nie odnajdziemy w nim punktów wspólnych? W ostateczności wszyscy jesteśmy ludźmi – mimo determinujących naszą wyjątkowość detali każdy z nas pragnie szczęścia, spełnienia… Oraz każdy posiada wątrobę.
To nas zdecydowanie łączy.

Klaudia BoksaKlaudia Boksa, przebudzona; żyjąca w XXI wieku, będąca twórczynią współczesności oraz przyszłą reformatorką wszechświata!… Choć obecnie pozostaje uczennicą LOV we Wrocławiu, zauroczoną Gałczyńskim i opadającymi kwiatami wiśni.